Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Paulina Derkowska

Sobota w Nuuksio

Sobota w Nuuksio

W ubiegłą sobotę wybraliśmy się na łono natury, do Parku Narodowego Nuuksio. Byliśmy tam już dwukrotnie latem: raz sami, raz w towarzystwie Artura brata – Mateusza, ale chcieliśmy zobaczyć to miejsce również w zimowej odsłonie. Był to ostatni dzwonek, gdyż za tydzień idziemy ze znajomymi Polakami topić Marzannę mając nadzieję, że to spowoduje rychłe nadejście wiosny w Finlandii (szanse na to są marne, ale kto nie próbuje, ten nie ma).

Nauczycielka matematyki z zawodu i powołania, rocznik ’85. Zapalona kawoszka, kociara, pedantka, miłośniczka słowa drukowanego i kuchni indyjskiej. W 95,(9)% wegetarianka i stuprocentowa abstynentka. Uwielbia gotować i zgłębiać tajniki języka hiszpańskiego. Nie potrafi usiedzieć długo w jednym miejscu, uhonorowana przez uczniów tytułem „Człowieka ciągle w ruchu”. To, kim teraz jest w dużej mierze zawdzięcza podróżom, które wywróciły jej światopogląd, wyznawane wartości i sposób myślenia o 180 stopni. Słowo podróż jest dla niej synonimem wolności, a czas trwania każdej sekundy „w trasie” odczuwa jak pomnożony razy sześć. W przyszłości chętnie poprowadziłaby własny guesthouse, z Arturem i, jak los da, dwójką wspólnych bliźniąt u boku.

Ale Kołomyja!

Ale Kołomyja!

Ktoś, po przeczytaniu tytułu tego posta, mógłby mnie zganić za błąd ortograficzny. Tym mniej zorientowanym w geografii od razu spieszę z wyjaśnieniem, że Kołomyja to nazwa miasta na Ukrainie, a także jednej z polskich wsi, a nie tylko rzeczownik oznaczający zamieszanie, zamęt. W związku z tym wielka litera K w tytule ma jak najbardziej rację bytu. No dobrze, ale gdzie Rzym, a gdzie Krym, czyli co to ma wspólnego z Finlandią? Ano trochę ma. Bo to właśnie w ubiegłą niedzielę Artur wykrzyknął: „Ale Kołomyja!”, gdy w strugach deszczu próbowaliśmy złapać autostop z Savonlinny do Juvy. No tak, to nadal niczego nie wyjaśnia. Otóż Kołomyja kojarzy nam się i już zawsze będzie się nam kojarzyć z wyjątkowo paskudnym autostopowym dniem na Ukrainie, kiedy to od rana do wieczora ktoś bez przerwy lał na nas z nieba wiadrami deszcz, a my mimo to desperacko próbowaliśmy dostać się na umówiony nocleg do Kołomyi (patrz: Jeden dzień z życia autostopowicza). Powtórka z tej wątpliwej rozrywki przydarzyła nam się właśnie trzy dni temu, ale zacznijmy jednak od samego początku…

Nauczycielka matematyki z zawodu i powołania, rocznik ’85. Zapalona kawoszka, kociara, pedantka, miłośniczka słowa drukowanego i kuchni indyjskiej. W 95,(9)% wegetarianka i stuprocentowa abstynentka. Uwielbia gotować i zgłębiać tajniki języka hiszpańskiego. Nie potrafi usiedzieć długo w jednym miejscu, uhonorowana przez uczniów tytułem „Człowieka ciągle w ruchu”. To, kim teraz jest w dużej mierze zawdzięcza podróżom, które wywróciły jej światopogląd, wyznawane wartości i sposób myślenia o 180 stopni. Słowo podróż jest dla niej synonimem wolności, a czas trwania każdej sekundy „w trasie” odczuwa jak pomnożony razy sześć. W przyszłości chętnie poprowadziłaby własny guesthouse, z Arturem i, jak los da, dwójką wspólnych bliźniąt u boku.

Wszystkie drogi prowadzą do lasu…

Wszystkie drogi prowadzą do lasu…

Finlandia. Większość Polaków słysząc to słowo odruchowo sięga po kieliszek, ale nie o alkoholu będzie tutaj mowa. Po kieliszek sięgnąć można, bardzo proszę, może dzięki temu łatwiej będzie przebrnąć przez mający za chwilę nastąpić słowotok. Artur już napisał co nieco na temat kraju, na którego ziemię rzuciło nas życie, teraz czas na to, żebym ja dodała swoje trzy słowa.

Każdy kraj na świecie ma coś do zaoferowania przyjezdnym, jeden mniej, drugi więcej. W przypadku Finlandii na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć czy jest to mniej, czy więcej.

Nauczycielka matematyki z zawodu i powołania, rocznik ’85. Zapalona kawoszka, kociara, pedantka, miłośniczka słowa drukowanego i kuchni indyjskiej. W 95,(9)% wegetarianka i stuprocentowa abstynentka. Uwielbia gotować i zgłębiać tajniki języka hiszpańskiego. Nie potrafi usiedzieć długo w jednym miejscu, uhonorowana przez uczniów tytułem „Człowieka ciągle w ruchu”. To, kim teraz jest w dużej mierze zawdzięcza podróżom, które wywróciły jej światopogląd, wyznawane wartości i sposób myślenia o 180 stopni. Słowo podróż jest dla niej synonimem wolności, a czas trwania każdej sekundy „w trasie” odczuwa jak pomnożony razy sześć. W przyszłości chętnie poprowadziłaby własny guesthouse, z Arturem i, jak los da, dwójką wspólnych bliźniąt u boku.