W czym rzecz?

Przez życie wędrujemy już razem prawie 11 lat, jednak teraz postawiliśmy sobie za cel wyruszyć z domu na wschód, aby powrócić z zachodu. I nie mamy tu bynajmniej na myśli trasy: Ukraina – Słowacja – Czechy – Niemcy. Chcemy objechać świat autostopem, rowerem lub innymi niskobudżetowymi środkami transportu, nocując w namiocie lub korzystając z gościny couchsurferów, unikając miejsc skażonych turystyczną komercją, czyli podsumowując w czterech słowach: spełnić nasze największe marzenie.

Nie wyobrażamy sobie życia bez podróży, można powiedzieć, że zaraziliśmy się wirusem obsesji podróżowania, „chorobą”, która póki co jest nieuleczalna. I niech tak tak zostanie, bo życie jest jedno, a my nie chcemy, żeby przeleciało nam niezauważenie przez palce, zdominowane przez codzienne obowiązki, pracę, rutynę i monotonię. W trasie każdy dzień jest inny, pełen nowych doświadczeń, emocji, widoków, smaków, znajomości i przeżyć, a problemy, które na co dzień wydają nam się nie do przeskoczenia, w trakcie podróży w ogóle przestają istnieć.

Skąd w ogóle pomysł na taką wyprawę? Otóż w trakcie każdego z naszych dotychczasowych wyjazdów żałowaliśmy, że jesteśmy ograniczeni przez czas (2, 3 lub 4 tygodnie), a w związku z tym musieliśmy naszą podróż przynajmniej częściowo zaplanować, starać się trzymać ustalonej trasy tak, aby zobaczyć i zrobić to, na czym nam najbardziej zależało i przede wszystkim zdążyć do domu przed końcem urlopu. To nam się baaardzo nie podobało. Marzyliśmy, żeby mieć „pełen luz”, niczego nie musieć, podróż planować z dnia na dzień i raczej poddawać się biegowi wydarzeń. Bo wszystkie najlepsze rzeczy, które nam się przytrafiły to właśnie te nieplanowane.

Kilka lat temu Artur natknął się w internecie na stronę Kingi i Chopina, pary, która pod koniec lat 90. wyruszyła w spontaniczną podróż po świecie prawie bez planu i prawie bez pieniędzy, i która przez 5 lat zobaczyła i przeżyła więcej niż większość ludzi przez całe swoje życie. Ich książka Prowadził nas los utwierdziła nas w przekonaniu, że taka wyprawa jest możliwa i sprawiła, że zapragnęliśmy tego samego.

Podziękowania

W tym miejscu chcemy z całego serca podziękować:

  • naszym rodzicom, którzy są naszymi wiernymi kibicami, za ich miłość, wyrozumiałość i za to, że zgodzili się nieść w czasie naszej nieobecności ciężar tęsknoty i rodzicielskiej troski. Wiemy, że „dadzą radę”, bo są przecież najlepsi na świecie!
  • Tomaszowi „Kaczmarskiemu” Kaczmarkowi, który otworzył przed nami drzwi i okna do świata autostopu oraz takich dobrodziejstw jak Hospitality Club i Couchsurfing. Dzięki temu nasze podróże stały się o niebo albo i dwa nieba ciekawsze. Powód? Taki sposób zwiedzania świata pozwala na bezpośredni kontakt z ludźmi, ich zwyczajami, kulturą i poglądami, a to właśnie jest w podróżowaniu najcenniejsze,
  • wszystkim przyjaciołom i znajomym, którzy trzymają za nas kciuki,
  • losowi, że możemy sobie na taką podróż pozwolić.