Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Archiwum kategorii

34 Artykuły

Dzienniki gruzińskie. Część pierwsza.

Dzienniki gruzińskie. Część pierwsza.
Zwiedzanie Batumi.

21 września 2012

Wieczór. Przekraczamy granicę turecko-gruzińską w miejsowości Sarpi. Podchodzi do nas pan w stanie wskazującym i pyta o pochodzenie. ‚Polacy? Prezident, prezident!’ Lech Kaczyński jest dla wielu Gruzinów swego rodzaju bohaterem narodowym, o czym jeszcze nie raz będziemy mieć okazję się przekonać. Mają też oni dość jednoznaczną opinię na temat katastrofy w Smoleńsku. Tyle o polityce, bo to nas zawsze podczas podróży najmniej interesuje. Dojeżdżamy do Batumi samochodem prowadzonym przez Azera imieniem Afgan. :) Miasto tonie w kolorowych neonach. Nawet wieża na lotnisku wygląda jak świąteczna choinka. Rozbijamy namiot przy głównej promenadzie.

Jazda po gruzińsku

Jazda po gruzińsku
Rondo, a na nim krowy. Bez stresu.

Geograficznie znajduje się w Azji, politycznie w Europie. Dużo ludzi mówi tu po rosyjsku. Mentalnie jest to średnia tego wszystkiego. Natomiast sposób jazdy zdecydowanie wskazuje na Azję.

Przede wszystkim nie idzie się nudzić jadąc samochodem. Kierowcy uważnie obserwują i słuchają odgłosów drogi nakazujących im reagować natychmiastowo. Będąc w nieustannym ruchu muszą cały czas myśleć, kombinować jak ominąć korek czy jak kogoś wyprzedzić.

Ciekawostki z Turcji

  • chleb – W Turcji jada się go do każdego posiłku, rzadko w formie kanapek i zazwyczaj nie kroi się go tylko rozrywa na części. Jeden z naszych tureckich znajomych stwierdził, że przyczyną zjadania niebotycznych ilości pieczywa może być obawa, że odejdzie się od stołu głodnym – chleb pełni funkcję zapychającą.
  • późna kolacja – Wszyscy obywatele Turcji, z którymi mieliśmy do czynienia największy posiłek zjadają wieczorem. Jedliśmy i my. Nie jest łatwo zasnąć po tak konkretnej dawce kalorii.
  • toaleta a’la turka- Nie było nam łatwo przyzwyczaić się do tego wynalazku będącego po prostu dziurą w podłodze z miejscami na postawienie stóp po bokach. Pierwszą myślą, jaka przyszła do głowy Paulinie po pierwszej wizycie w takiej toalecie było pytanie: ‚Jak ja się tu wy***m?’
  • papierosy – Turcy palą na potęgę. Oczywiście zdarzają się osobnicy wolni od nałogu, jednak nasze płuca dostały konkretnie po tyłku.
  • śmieci – Urok Turcji psują walające się wszędzie odpady. Na porządku dziennym jest wyrzucanie butelek, puszek i innych opakowań przez okno jadącego samochodu, upuszczanie śmieci bezpośrednio na ziemię, a nawet wyrzucanie worków z odpadami przez okna bloków.
  • słodycze i desery – Najlepsze, jakie jedliśmy w życiu, a wśród nich: lokum (Turkish delight), baklava, helva, czyli chałwa (nie tylko sezamowa) i künefe, podczas jedzenia którego Artur wydawał różne dzwięki wyrażające zadowolenie i uśmiechał się jak głupi do sera. Dosłownie, gdyż jednym ze składników tego deseru jest właśnie ser.
  • islam – Turcy nie tylko mówią, że są muzułmanami. Oni rzeczywiście nimi SĄ. I nawet, jeśli nie modlą się pięć razy dziennie, nie przestrzegają hedżabu lub innych przykazań religijnych, to ich życie podporządkowane jest zasadzie: ‚Czyń dobro!’. Oczywiście w każdym stadzie zdarzają się czarne owce, ale w żadnym innym kraju nie doświadczyliśmy takiego poczucia bezpieczeństwa i takiej gościnności.
  • H2O – Wody ci tutaj dostatek. Co kawałek znajdują się przy ulicach źródełka, z których można zaczerpnąć świeżej wody. W kryzysyowej sytuacji można poratować się umywalnią przy meczecie. W domach zaś bardzo popularne jest posiadanie ogromniastej, dziesięciolitrowej butli wody pitnej ze specjalną, nakręcaną na gwint pompką.
  • gumowe lody – Turcy do tzw. lodów gałkowych dodają coś, co powoduje, że posiadają one właściwość ‚ciągnięcia się’.
  • döner kebab – Po powrocie do kraju mamy zamiar przeprowadzić specjalną akcję mającą na celu przeszkolenie polskich gastronomów w zakresie przyrządzania i serwowania kebabu.
  • mężczyźni – Turcy są bardzo uczuciowi, więc nikogo nie powinnien dziwić widok dwóch lub większej ilości mężczyzn idących pod ramię lub z ręką ulokowaną na ramieniu kolegi, a także całującymi się w poliki na powitanie i pożegnanie.
  • buty – Zazwyczaj zostawia je się przed wejściem do domu lub mieszkania. W związku z tym bywa (szczególnie w przypadku wielodzietnych rodzin), że klatka schodowa pełna jest nie zawsze pachnącego fiołkami obuwia.
  • kolejki w bankach – Można by pomyśleć, że w dobie internetu banki powinny świecić pustkami. W Turcji nie świecą, a wręcz przeciwnie. Łatwo stracić pół dnia siedząc na plastikowym krzesełku z numerkiem w ręce i wzrokiem wlepionym w cyfrowy wyświetlacz, w myślach błagając jakąś siłę wyższą, aby stało się niemożliwe – by kolejną liczbą po 3362, 3363 itd. było 3393.
  • guma do żucia – Turkom udało się rozwiązać problem utraty smaku przez gumę w miarę jej żucia. Po prostu nie ma ona go od samego początku.

Magia podróży

Magia podróży

Trudno racjonalnie wyjaśnić wiele zjawisk nieatmosferycznych, które zachodzą podczas naszej podróży. Nie inaczej jest z decyzjami, które podjęliśmy osiemnastego dnia września. Wszystko rozpoczęło się zwyczajnie: poranne gmeranie i wyjście na autostop po to, by z pięknego tureckiego miasta Amasya przemieścić się do zdecydowanie mniej atrakcyjnego Trabzonu, który znalazł się na naszej liście ‚to visit’ z racji zlokalizowanego w nim magicznego irańskiego konsulatu, w którym otrzymanie wizy jest łatwiejsze niż zabranie dziecku lizaka. Do wyboru dwie trasy: przez Samsun – dłuższa, ale pewna, bo mocno uczęszczana oraz via Erbaa – krótsza, ale owiana tajemnicą.

Serwis super!

Serwis super!
Słone jezioro Tuz Golu. O tej porze roku prawie bez wody.

Pisaliśmy o tym, że autostop w Mołdawii działa rewelacyjnie i wychwalaliśmy rumuńską gościnność, ale to, czego doświadczamy w Turcji, to jakieś szaleństwo. Najlepszym wyznacznikiem tureckiej gościnności jest chyba fakt, że Paulina przybrała na wadze. Ku uciesze rodziny, która nie musi się martwić, że zniknie oraz Artura, gdyż zaokrągliła się w kilku znaczących miejscach. Ale po kolei. Dziś punkt pierwszy: autostop.

Dla kogoś, kto lubi wyzwania, autostopowanie w Turcji nie będzie frajdą. Za to wszystkim tym, którzy chcą szybko i łatwo dotrzeć do celu, tureckich kierowców możemy jak najbardziej polecić. Wystarczy być obcokrajowcem, stanąć przy drodze i wyciągnąć rękę, aby zostać pasażerem jednego z aut posiadających turecką rejestrację. Oto lista TOP 6 naszych dotychczasowych autostopowych przygód w Turcji.

Notatki z Turcji

Notatki z Turcji

Zaczęła się nasza przygoda z wyrabianiem wiz. Jeszcze nigdy nie czyniliśmy tego ‚na wyjeździe’, więc jest to dla nas coś zupełnie nowego. Uczymy się na błędach.
Lekcja 1. Konsulaty w Stambule, przynajmniej te, które nas interesują, przyjmują petentów zaledwie przez dwie godziny dziennie, a do tego wcześnie rano i każdy o tej samej porze. Zatem jednego dnia można zaszczycić swoją obecnością tylko jedną placówkę, gdyż w ponad 11-milionowym mieście o powierzchni ok. 150 000 km2 odległości mierzy się w latach świetlnych. Gabaryty Stambułu i natężenie ruchu mogą być również powodem zaledwie kilkunastominutowego spóźnienia i konieczności ponownego przedzierania się przez miasto następnego dnia.

Gościnność po Rumuńsku

Gościnność po Rumuńsku
Pokaz mody w stylu Maramuresz

Siedzimy z tyłu przypięci pasami w karetce. Przez zaklejone okna widać niewiele, a szkoda, bo wjechaliśmy w góry i właśnie przesuwa się pofalowany krajobraz. W środku znajduje się też starszy pan. Chybocze się niefrasobliwie na zakrętach, ma plaster na ramieniu, bardzo mruży oczy, więc gdy pokazujemy mu mapę, mamy wątpliwości czy widzi nazwy miast. Generalnie wygląda jakby sam potrzebował hospitalizacji. Jakby tego było mało, po chwili wyjmuje i zapala papierosa. Z wielką wprawą zaciąga się, jego wargi wchodzą do wewnątrz ust na dwa centymetry. Gdy wydmuchuje dym, ten zamiast dolecieć do okna, leci prosto na nas. Jako, że naszym pierwszym autostopem w życiu była karetka, zastanawiamy się, co szykuje dla nas dzisiaj los.