Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Archiwum kategorii

4 Artykuły

Ciekawostki z Turcji

  • chleb – W Turcji jada się go do każdego posiłku, rzadko w formie kanapek i zazwyczaj nie kroi się go tylko rozrywa na części. Jeden z naszych tureckich znajomych stwierdził, że przyczyną zjadania niebotycznych ilości pieczywa może być obawa, że odejdzie się od stołu głodnym – chleb pełni funkcję zapychającą.
  • późna kolacja – Wszyscy obywatele Turcji, z którymi mieliśmy do czynienia największy posiłek zjadają wieczorem. Jedliśmy i my. Nie jest łatwo zasnąć po tak konkretnej dawce kalorii.
  • toaleta a’la turka- Nie było nam łatwo przyzwyczaić się do tego wynalazku będącego po prostu dziurą w podłodze z miejscami na postawienie stóp po bokach. Pierwszą myślą, jaka przyszła do głowy Paulinie po pierwszej wizycie w takiej toalecie było pytanie: ‚Jak ja się tu wy***m?’
  • papierosy – Turcy palą na potęgę. Oczywiście zdarzają się osobnicy wolni od nałogu, jednak nasze płuca dostały konkretnie po tyłku.
  • śmieci – Urok Turcji psują walające się wszędzie odpady. Na porządku dziennym jest wyrzucanie butelek, puszek i innych opakowań przez okno jadącego samochodu, upuszczanie śmieci bezpośrednio na ziemię, a nawet wyrzucanie worków z odpadami przez okna bloków.
  • słodycze i desery – Najlepsze, jakie jedliśmy w życiu, a wśród nich: lokum (Turkish delight), baklava, helva, czyli chałwa (nie tylko sezamowa) i künefe, podczas jedzenia którego Artur wydawał różne dzwięki wyrażające zadowolenie i uśmiechał się jak głupi do sera. Dosłownie, gdyż jednym ze składników tego deseru jest właśnie ser.
  • islam – Turcy nie tylko mówią, że są muzułmanami. Oni rzeczywiście nimi SĄ. I nawet, jeśli nie modlą się pięć razy dziennie, nie przestrzegają hedżabu lub innych przykazań religijnych, to ich życie podporządkowane jest zasadzie: ‚Czyń dobro!’. Oczywiście w każdym stadzie zdarzają się czarne owce, ale w żadnym innym kraju nie doświadczyliśmy takiego poczucia bezpieczeństwa i takiej gościnności.
  • H2O – Wody ci tutaj dostatek. Co kawałek znajdują się przy ulicach źródełka, z których można zaczerpnąć świeżej wody. W kryzysyowej sytuacji można poratować się umywalnią przy meczecie. W domach zaś bardzo popularne jest posiadanie ogromniastej, dziesięciolitrowej butli wody pitnej ze specjalną, nakręcaną na gwint pompką.
  • gumowe lody – Turcy do tzw. lodów gałkowych dodają coś, co powoduje, że posiadają one właściwość ‚ciągnięcia się’.
  • döner kebab – Po powrocie do kraju mamy zamiar przeprowadzić specjalną akcję mającą na celu przeszkolenie polskich gastronomów w zakresie przyrządzania i serwowania kebabu.
  • mężczyźni – Turcy są bardzo uczuciowi, więc nikogo nie powinnien dziwić widok dwóch lub większej ilości mężczyzn idących pod ramię lub z ręką ulokowaną na ramieniu kolegi, a także całującymi się w poliki na powitanie i pożegnanie.
  • buty – Zazwyczaj zostawia je się przed wejściem do domu lub mieszkania. W związku z tym bywa (szczególnie w przypadku wielodzietnych rodzin), że klatka schodowa pełna jest nie zawsze pachnącego fiołkami obuwia.
  • kolejki w bankach – Można by pomyśleć, że w dobie internetu banki powinny świecić pustkami. W Turcji nie świecą, a wręcz przeciwnie. Łatwo stracić pół dnia siedząc na plastikowym krzesełku z numerkiem w ręce i wzrokiem wlepionym w cyfrowy wyświetlacz, w myślach błagając jakąś siłę wyższą, aby stało się niemożliwe – by kolejną liczbą po 3362, 3363 itd. było 3393.
  • guma do żucia – Turkom udało się rozwiązać problem utraty smaku przez gumę w miarę jej żucia. Po prostu nie ma ona go od samego początku.

Magia podróży

Magia podróży

Trudno racjonalnie wyjaśnić wiele zjawisk nieatmosferycznych, które zachodzą podczas naszej podróży. Nie inaczej jest z decyzjami, które podjęliśmy osiemnastego dnia września. Wszystko rozpoczęło się zwyczajnie: poranne gmeranie i wyjście na autostop po to, by z pięknego tureckiego miasta Amasya przemieścić się do zdecydowanie mniej atrakcyjnego Trabzonu, który znalazł się na naszej liście ‚to visit’ z racji zlokalizowanego w nim magicznego irańskiego konsulatu, w którym otrzymanie wizy jest łatwiejsze niż zabranie dziecku lizaka. Do wyboru dwie trasy: przez Samsun – dłuższa, ale pewna, bo mocno uczęszczana oraz via Erbaa – krótsza, ale owiana tajemnicą.

Serwis super!

Serwis super!
Słone jezioro Tuz Golu. O tej porze roku prawie bez wody.

Pisaliśmy o tym, że autostop w Mołdawii działa rewelacyjnie i wychwalaliśmy rumuńską gościnność, ale to, czego doświadczamy w Turcji, to jakieś szaleństwo. Najlepszym wyznacznikiem tureckiej gościnności jest chyba fakt, że Paulina przybrała na wadze. Ku uciesze rodziny, która nie musi się martwić, że zniknie oraz Artura, gdyż zaokrągliła się w kilku znaczących miejscach. Ale po kolei. Dziś punkt pierwszy: autostop.

Dla kogoś, kto lubi wyzwania, autostopowanie w Turcji nie będzie frajdą. Za to wszystkim tym, którzy chcą szybko i łatwo dotrzeć do celu, tureckich kierowców możemy jak najbardziej polecić. Wystarczy być obcokrajowcem, stanąć przy drodze i wyciągnąć rękę, aby zostać pasażerem jednego z aut posiadających turecką rejestrację. Oto lista TOP 6 naszych dotychczasowych autostopowych przygód w Turcji.

Notatki z Turcji

Notatki z Turcji

Zaczęła się nasza przygoda z wyrabianiem wiz. Jeszcze nigdy nie czyniliśmy tego ‚na wyjeździe’, więc jest to dla nas coś zupełnie nowego. Uczymy się na błędach.
Lekcja 1. Konsulaty w Stambule, przynajmniej te, które nas interesują, przyjmują petentów zaledwie przez dwie godziny dziennie, a do tego wcześnie rano i każdy o tej samej porze. Zatem jednego dnia można zaszczycić swoją obecnością tylko jedną placówkę, gdyż w ponad 11-milionowym mieście o powierzchni ok. 150 000 km2 odległości mierzy się w latach świetlnych. Gabaryty Stambułu i natężenie ruchu mogą być również powodem zaledwie kilkunastominutowego spóźnienia i konieczności ponownego przedzierania się przez miasto następnego dnia.