No to zdrówko!

Lekarz od chorób tropikalnych „zaliczony”. Już pierwsze pytanie w gabinecie: „Do jakich krajów się państwo wybieracie i ile dni macie zamiar w każdym z nich spędzić?” okazało się dla nas zbyt trudne. Na szczęście pan doktor był bardzo elastyczny i udało nam się uzyskać rzetelną poradę pomimo, iż większość naszych odpowiedzi brzmiała: „Yyyyyyy, nie wiemy.” albo „Może…” lub „To się okaże!”. Pozostaje nam tylko zrealizować receptę na lek Malarone, który, mamy taką nadzieję, nie będzie nam potrzebny. Zgodnie z zasadą, która mówi, że jak weźmiesz ze sobą parasol, to nie bedzie padać. Padać w czasie naszej wyprawy oczywiście będzie i to wcale nie dlatego, że nie bierzemy parasola. Ale z komarami walczyć będziemy na wszystkie możliwe sposoby, bo nie godzimy się na to, żeby nieproszone robiły sobie wyżerkę z naszej krwi. Tym bardziej, że zamiast nam za ten pożywny posiłek uprzejmie podziękować, mogą nam podrzucić jakieś paskudztwo. Zatem: zapas repelentu z DEET – jest! ubrania z długimi rękawami – obecne! Malarone w dawce uderzeniowej – będzie! moskitiera – tego dźwigać z PL nie będziemy, kupimy, jak zajedziemy w rejony, gdzie będzie niezbędna. Co do innych spraw związanych ze zdrowiem, to w związku z naszymi wcześniejszymi podróżami jesteśmy zaszczepieni na wszystko, na co trzeba lub warto się zaszczepić (żółta febra, WZW A, WZW B, dur brzuszny, błonica, tężec, polio, krztusiec, meningokoki A+C). Szczepienie przeciwko cholerze sobie odpuściliśmy, bo działanie tej szczepionki, jak to pan doktor ładnie ujął, jest „co najwyżej średnie”, a na wściekliznę nie ma sensu, bo i tak po ugryzieniu trzeba popylać jak najszybciej do lekarza po surowicę albo jeszcze jedną dawkę szczepionki. Apteczka oczywiście też znajdzie się w naszym plecaku, ale tylko z artukułami „must have” – nie będziemy zabierać połowy apteki. Nie jedziemy na misję Czerwonego Krzyża, więc nie ma co przesadzać. W razie czego wszystko można (prawie) wszędzie kupić, o czym przekonaliśmy się już nie raz. Poza tym podstawowa zasada w podróży brzmi „Nie lecz się sam, jak nie wiesz, co ci dolega”. Ubezpieczenie mamy wykupione, więc w razie czego z niego skorzystamy i udamy się z wizytą do fachowca. W najgorszym przypadku pozostanie lokalny znachor lub dziewczyna szamana.

P.S. Prosimy nie traktować tego wpisu jako porady medycznej, a jedynie subiektywnego opisu przygotowań do podróży w zakresie ochrony zdrowia. Pamiętaj, żeby przed wyjazdem za granicę skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą, bo opieranie się jedynie na informacjach zawartych w internecie może zagrażać twojemu życiu lub zdrowiu.

1 Komentarz

  1. ReplyWaldemar Wiśniewski
    Muszę się przyznać Arturze, że kiedy napisałeś abym rozejrzał się w Pradze za tym lekiem Malarone w celu porównania cen - nie zrobiłem tego, za co przepraszam i przyznaje się do tego. Teraz wiem czemu z takim zawzięciem rozglądałeś się za nim...

Dodaj komentarz