Dzisiaj w Betlejem

Dzisiaj w Betlejem

Dzień 5. Jerozolima i Betlejem

Z samego rana udajemy się na Mae Szerim, żeby zobaczyć co się tutaj dzieje podczas szabatu. Przy wjeździe do dzielnicy ustawione są barykady – mieszkańcy nie życzą sobie, aby ktoś zakłócał ich dzień wolny. Jesteśmy świadkami wydarzenia, gdy podjeżdża policja i przestawia fortyfikację, aby wjechać do środka. Przechodzący akurat Żyd krzyczy „Szabes, szabes” co na stróżach prawa nie robi wielkiego wrażenia.

Na ulicy widać dużo bawiących się dzieci, ruch jest mniejszy niż wczoraj. Ktoś gdzieś idzie, ktoś stoi i czyta plakaty. W pewnym momencie robię zdjęcie chłopca, gdy ten akurat się odwraca w moją stronę. Widząc to zaczyna krzyczeć „Szabes, szabes”. Idziemy dalej, ale młodzian nadal nas śledzi. Próbuję zrobić kolejną fotografię, tym razem skrzynki na pieniądze. W momencie, gdy rozlega się dźwięk spustu migawki słyszę „Szabes, szabes”. Jeden z napotkanych Żydów w spokojny sposób wyjaśnia nam, że religia zabrania im pracy w ten dzień, włączając w to robienie zdjęć. Niezłe faux paux, chowam aparat, wychodzimy z dzielnicy i udajemy się na dworzec autobusowy.

image

image

Przy Bramie Damasceńskiej handel kwitnie w najlepsze, tutaj nikt się nie przejmuje szabatem. Jedziemy autobusem do Betlejem, po drodze widzimy piękne górki porośnięte budynkami mieszkalnymi. Gdy wysiadamy z autobusu, jakiś koleś od razu próbuje nas zrobić w konia. Ignorujemy go i idziemy na plac centralny. Po drodze tłoczy się spora ilość ludzi, niezły to kontrast ze spokojną dzisiaj Jerozolimą. Każdy próbuje czymś handlować, ale nikt nas nachalnie nie nagania. Odwiedzamy chrześcijański kościół syryjski i idziemy zobaczyć miejsce narodzenia Chrystusa. Odstajemy pięć minut w kolejce i już po chwili mogę dotknąć gwiazdę symbolizującą dokładną lokalizację urodzin. W czasie, gdy staliśmy w kolejce ludzie zaczęli śpiewać pieśni modlitewne, a właściwie tak nam się wydawało, gdyż na końcu było słychać, że muzyka leci z taśmy. Trochę nas to rozbawia. Wracamy na plac gdzie króluje wielka choinka i szopka Bożonarodzeniowa, wchodzę do meczetu, rozmawiam z jednym Arabem i udajemy się do groty, w której Maria ukrywała Jezusa przed niecnymi planami Heroda, znanymi pod kryptonimem: „Rzeź niewiniątek”. Po drodze nasz wzrok przykuwa wielka flaga Polski na jednym ze sklepów, podchodzimy bliżej i okazuje się, że na klamce wisi reklamówka z Biedronki. Rozbawieni wchodzimy do środka z klasycznym WTF w głowie. Okazuje się, że sklep prowadzi Roni, który mówi bardzo dobrze po polsku. Roni jest piosenkarzem i śpiewa przy różnych religijnych okazjach, również w Polsce. Częstuje nas kawą i żartujemy sobie w ojczystym języku:

– W sklepie był kardynał Dziwisz i przywiózł wycieczkę Polaków. Czterdzieści wchodziło do sklepu, potem wychodziło, a następne czterdzieści wchodziło. I tak kilka razy.
– Co kupił kardynał?
– Kardynał nic nie kupił, nie płacił, dostał za darmo.
– Dlatego, że przywiózł tylu klientów?
– Noo.
<<Heheszki>>

image

image

image

image

image

image

Jako, że trochę nam burczy w brzuchu to idziemy zjeść falafel. Znajdujemy bardzo dobry i bardzo tani, porcja jest trochę mniejsza niż zazwyczaj, więc jemy dwa. Przechodząc przez ulicę kolejna osoba zaprasza nas na kawę. Na lodówce ma naklejkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale nie pamięta co to znaczy. Wstępujemy, próbujemy kawy z kardamonem i herbaty z ziołami. Na odchodne piszemy referencję dla lokalu na opakowaniu po cukrze. Idziemy na północ, aby zobaczyć mur odzielający Betlejem od Izraela. Mur, który stanowi tutaj granicę, jest wielki i robi piorunujące wrażenie. Pokryty jest różnego rodzaju graffiti. Co ciekawe, w tym miejscu granica niejako wcina się w terytorium Palestyny, tworząc jakby półwysep oddzielony wysoką ścianą. Idziemy wzdłuż muru, aż do granicy. Czekamy trochę w kolejce i okazuje się, że przejście jest samoobsługowe. Najpierw przechodzi się przez bramki pikając, bierze się kosze, wraca się znowu pikając, pakuje wszystkie metalowe rzeczy do koszy, rzeczy przechodzą skanowanie, a człowiek przechodzi dalej już nie pikając. Niektórzy pikali, ale nie wiem czy ktoś to sprawdzał. Łapiemy szeruta do Jerozolimy, a po przyjeździe idziemy jeszcze ostatni raz zobaczyć Ścianę Płaczu wieczorem.

image

image

image

image

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Dodaj komentarz