Makhtesh znaczy kanion

Makhtesh znaczy kanion

Dzień 10. Mitspe Ramon

Wstajemy rankiem i sprawdzamy czy lodówce się nie ulało. Jest dobrze czyli sucho. Po śniadaniu idziemy wzdłuż lotniska, aż w końcu mijamy je i łapiemy stopa. Pogoda dzisiaj dokazuje, wieje mocny, zimny i nieprzyjemny wiatr. Jesteśmy przygotowani na długi dzień na drodze, gdyż chcemy jechać przez mniej uczęszczaną drogę. Na szczęście po chwili zatrzymuje się kierowca, który jedzie w naszym kierunku.

Po zatankowaniu (w Ejlacie wszystko jest tańsze, gdyż jest to strefa bezcłowa), mkniemy na północ, a Izraelczyk tłumaczy nam powstanie doliny, którą prowadzi droga. Skręcamy z głównej drogi na malowniczą trasę prowadzącą przez pustynię. Znajdują się tutaj tylko kibuce, stacje pompujące wodę z podziemnych źródeł i bazy wojskowe. Mija nas nawet czołg na pace. Po godzinie wjeżdżamy do krateru i w oddali widzimy jego ścianę. Wspinamy się serpentynami 300 metrów w górę, a kierowca wysadza nas przy punkcie widokowym. Widok jest nieziemski.

image

image

image

Napawamy się trochę, po czym, jako że mamy dobry czas, postanawiamy podążyć szlakiem w dół. Zostawiamy plecaki w pobliskim hotelu i złazimy: najpierw ostro w dół krateru, a potem po lekkich górkach w stronę drogi. Największą zaletą tej trasy jest różnorodność, krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Do tej pory to najbardziej barwna wędrówka w jaką się udaliśmy. Łapiemy stopa na górę. W środku miasta zauważamy ibexa, czyli lokalnego koziołka z zaokrąglonymi rogami. Zwierzę wcina sobie trawkę jak gdyby nigdy nic. Odbieramy plecaki, jemy falafele i łapiemy stopa dalej. Na przystanku stoi dwóch chłopaków i sytuacja wygląda następująco: jeden z nich łapie stopa, samochód się zatrzymuje, gdy wygląda na to, że koleś nie skorzysta z podwózki, podbiegamy i się pytamy o nasz kierunek. Nie trwa to długo zanim docieramy do Midreszet Ben Gurion i lokujemy się u Yovala. Yoval opowiada nam ciekawą historię tej miejsca. Zasłużony dla kraju, były premier Izraela na emeryturze osiadł w pobliskim kibucu. Ben Gurion codziennie spacerował nad znajdujący się niedaleko klif, by podziwiać widoki. Do tego marzył o ośrodku badań położonym na pustyni. Jego marzenie zostało spełnione po jego śmierci. W tym miejscu powstał uniwersytet zajmujący się między innymi badaniem pustyni. A sam Ben Gurion został pochowany nad swoją ulubioną przepaścią. Klif nocą, przez to, że jest słabo oświetlony, wygląda nierealistyczne.

image

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Dodaj komentarz