Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Jerycho – welcome

Jerycho – welcome

Dzień 14. Jerycho

Sytuacja się powtarza, Paulina mnie budzi, gdyż wszyscy wstali. Na śniadanie jemy zitu zatar, czyli posiłek składający się z pity, oleju z oliwek i mieszanki ziół. Po prostu urywa się kawałek pity, macza w oliwie, a potem w ziołach. Proste i pyszne. W nocy padał deszcz ze śniegiem, co zdarza się raz do roku, więc decydujemy się zjechać z gór. Żegnamy się z rodzinką, a Mohammad zawozi nas na dworzec autobusowy. Trochę pada i jest gęsta mgła, więc poczas jazdy samochodem wydaje mi się, że jeszcze śpię.

Deszczowy dzień w Palestynie

Deszczowy dzień w Palestynie

Dzień 13. Baitunya, Ramallah, Jerycho

Paulina mnie budzi, gdyż wszyscy już wstali. Zmieniam pidżamę na ciuchy wyjściowe i dopiero wtedy pojawiają się kobiety. Jemy śniadanie i pijemy herbatę po czym naradzamy się co tu robić. Mohammad chciał nas zabrać do beduińskiej wioski na pustyni, ale jako że całą noc padało to drogi są nieprzejezdne. Jedziemy do Ramallah na zakupy, potem spędzamy czas z rodziną i bawimy się z dzieciakami.

Witaj w Palestynie

Witaj w Palestynie

Dzień 12. Ramallah, Jerycho, Baitunya

Czujemy się trochę połamani, gdyż spaliśmy we dwójkę na łóżku jednoosobowym. Uczucie szybko mija po porannej kawie i śniadaniu. Gdy chcemy wychodzić zaczyna konkretnie lać, więc zostajemy jeszcze i rozmawiamy z Nirem. Kiedy zaczyna się przejaśniać, decydujemy się wyjść, a nasz gospodarz nam towarzyszy. Z racji szabatu na ulicach pustki. Sytuacja zmienia się dopiero przy arabskiej stronie Starego Miasta. Żegnamy się z Nirem, który widać, że obawia się iść dalej.

Pożegnanie z pustynią

Pożegnanie z pustynią

Dzień 11. Ein Advat i Jerozolima

Po śniadaniu i pogaduchach z Yovalem i jego dziewczyną jedziemy zobaczyć klif. Przy świetle dziennym wygląda naprawdę imponująco. Yoval podwozi nas do wejścia do Parku Narodowego Ein Advat, po czym rozstajemy się. Tak jak w innych naturalnych miejscach byliśmy praktycznie sami, tak teraz wydaje się, że jest tutaj tłoczno. Do tego wszędzie słychać dzieciaki.

Makhtesh znaczy kanion

Makhtesh znaczy kanion

Dzień 10. Mitspe Ramon

Wstajemy rankiem i sprawdzamy czy lodówce się nie ulało. Jest dobrze czyli sucho. Po śniadaniu idziemy wzdłuż lotniska, aż w końcu mijamy je i łapiemy stopa. Pogoda dzisiaj dokazuje, wieje mocny, zimny i nieprzyjemny wiatr. Jesteśmy przygotowani na długi dzień na drodze, gdyż chcemy jechać przez mniej uczęszczaną drogę. Na szczęście po chwili zatrzymuje się kierowca, który jedzie w naszym kierunku.

Góry i morze

Góry i morze

Dzień 9. Eilat.

Cel na dzisiaj: morze i góry czyli snurkowanie i wspinaczka. Zaraz po przebudzeniu zasuwam po pity do piekarni. Po pożywnym śniadaniu idziemy na autobus, którym dojeżdżamy do pierwszej plaży. Pogoda nie rozpieszcza, więc plaża wygląda na opuszczoną. Dowiaduje się, że w tym miejscu sytuacja z rafą koralową wygląda nie najlepiej.