Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Wszystko w temacie

4 Artykuły

Gościnny Mubarak i żółwie jaja

Gościnny Mubarak i żółwie jaja

W omańskim świecie słowo mówione znaczy więcej niż słowo pisane. Wczoraj poznaliśmy Mubaraka, który od pierwszego wejrzenia zaczął nazywać nas swoimi przyjaciółmi. Za swoją misję przyjął pokazanie przyjezdnym prawdziwej i bezinteresownej omańskiej gościnności, niesamowitej kultury i dziewiczej lokalnej przyrody. Dzisiaj zabawimy się trochę w podglądaczy natury i z głosem komentarza Mubaraka (zamiast Krystyny Czubówny) będziemy mieli okazję zobaczyć drugą część cudu narodzin – składanie jaj przez metrową żółwicę.

Jerycho – welcome

Jerycho – welcome

Dzień 14. Jerycho

Sytuacja się powtarza, Paulina mnie budzi, gdyż wszyscy wstali. Na śniadanie jemy zitu zatar, czyli posiłek składający się z pity, oleju z oliwek i mieszanki ziół. Po prostu urywa się kawałek pity, macza w oliwie, a potem w ziołach. Proste i pyszne. W nocy padał deszcz ze śniegiem, co zdarza się raz do roku, więc decydujemy się zjechać z gór. Żegnamy się z rodzinką, a Mohammad zawozi nas na dworzec autobusowy. Trochę pada i jest gęsta mgła, więc poczas jazdy samochodem wydaje mi się, że jeszcze śpię.

Witaj w Palestynie

Witaj w Palestynie

Dzień 12. Ramallah, Jerycho, Baitunya

Czujemy się trochę połamani, gdyż spaliśmy we dwójkę na łóżku jednoosobowym. Uczucie szybko mija po porannej kawie i śniadaniu. Gdy chcemy wychodzić zaczyna konkretnie lać, więc zostajemy jeszcze i rozmawiamy z Nirem. Kiedy zaczyna się przejaśniać, decydujemy się wyjść, a nasz gospodarz nam towarzyszy. Z racji szabatu na ulicach pustki. Sytuacja zmienia się dopiero przy arabskiej stronie Starego Miasta. Żegnamy się z Nirem, który widać, że obawia się iść dalej.

Dziennik – 19 października 2012

Jemy śniadanie wspólnie z Hamidem i Zohre, a potem jedziemy do pobliskiego Soltanieh, gdzie znajduje się wielki, ponad 800-letni meczet. Wchodzimy do środka i budynek naprawdę robi wrażenie, szkoda tylko, że wnętrze pokrywają rusztowania, gdyż trwają właśnie prace renowacyjne. Można za to wejść na górę i podziwiać misterne wzory na ścianach i sufitach. Na zewnątrz rozpościera się oszałamiający widok na okolicę. Po zwiedzaniu znajdujemy miejsce na piknik i pałaszujemy uprzednio przygotowany posiłek. Kanapki popijamy piwem bezalkoholowym o smaku brzoskwini – smakuje trochę jak średnio udany sok. Po wszystkim Hamid wywozi nas na autostradę. Próbujemy przez chwilę „łapać stopa” i nagle słyszymy trąbienie. Patrzymy, a tu z boku przystanął chłopak w naszym wieku i woła nas do samochodu. Jedzie aż do Teheranu. Masoud jest trenerem wspinaczki i uczestniczy też w mistrzostwach świata. W styczniu jedzie na zawody do Korei Południowej. Po drodze dużo rozmawiamy. Jako że droga jest długa, a on nie jadł lunchu, zaprasza nas do restauracji. Jemy kebab w wersji irańskiej, czyli po naszemu szaszłyk przykryty ryżem. Po pysznym posiłku możemy jechać dalej. Ściemnia się już, a przed Teheranem stajemy w wielkim korku. No tak, dzisiaj piątek, czyli w Iranie jednodniowy weekend i wszyscy wracają do domu. Nie ma tego złego – możemy dłużej być razem i jeszcze pogadać. Masoud zaprasza nas do siebie do domu. Uprzejmie odmawiamy, gdyż umówiliśmy się już z Abbasem z CS. W końcu docieramy do Teheranu i odbiera nas samochodem przyjaciel Abbasa – Reza. Masoud prosi nas o wysłanie mu sms-a gdy dojedziemy i odjeżdża dopiero, kiedy my odjeżdżamy. Abbas czeka na nas wraz z żoną Zahrą. Kiedy Reza wstaje i chce wyjść, Abbas zatrzymuje go metodą „jebs na fotel”. Taka irańska gościnność. Pijemy herbatę i rozmawiamy, a Zahra przygotowuje na kolację gorme. Kiedy Reza w końcu wychodzi i zarzeka się, że nie chce jeść, dostaje danie na wynos. Rozmawiamy do północy i planujemy, co dalej zobaczyć w Iranie. Abbas wraz z żoną odstępują nam swoją sypialnię, a sami idą spać gdzie indziej.