Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Wszystko w temacie

3 Artykuły

Ale Kołomyja!

Ale Kołomyja!

Ktoś, po przeczytaniu tytułu tego posta, mógłby mnie zganić za błąd ortograficzny. Tym mniej zorientowanym w geografii od razu spieszę z wyjaśnieniem, że Kołomyja to nazwa miasta na Ukrainie, a także jednej z polskich wsi, a nie tylko rzeczownik oznaczający zamieszanie, zamęt. W związku z tym wielka litera K w tytule ma jak najbardziej rację bytu. No dobrze, ale gdzie Rzym, a gdzie Krym, czyli co to ma wspólnego z Finlandią? Ano trochę ma. Bo to właśnie w ubiegłą niedzielę Artur wykrzyknął: „Ale Kołomyja!”, gdy w strugach deszczu próbowaliśmy złapać autostop z Savonlinny do Juvy. No tak, to nadal niczego nie wyjaśnia. Otóż Kołomyja kojarzy nam się i już zawsze będzie się nam kojarzyć z wyjątkowo paskudnym autostopowym dniem na Ukrainie, kiedy to od rana do wieczora ktoś bez przerwy lał na nas z nieba wiadrami deszcz, a my mimo to desperacko próbowaliśmy dostać się na umówiony nocleg do Kołomyi (patrz: Jeden dzień z życia autostopowicza). Powtórka z tej wątpliwej rozrywki przydarzyła nam się właśnie trzy dni temu, ale zacznijmy jednak od samego początku…

Ciekawostki z Turcji

  • chleb – W Turcji jada się go do każdego posiłku, rzadko w formie kanapek i zazwyczaj nie kroi się go tylko rozrywa na części. Jeden z naszych tureckich znajomych stwierdził, że przyczyną zjadania niebotycznych ilości pieczywa może być obawa, że odejdzie się od stołu głodnym – chleb pełni funkcję zapychającą.
  • późna kolacja – Wszyscy obywatele Turcji, z którymi mieliśmy do czynienia największy posiłek zjadają wieczorem. Jedliśmy i my. Nie jest łatwo zasnąć po tak konkretnej dawce kalorii.
  • toaleta a’la turka- Nie było nam łatwo przyzwyczaić się do tego wynalazku będącego po prostu dziurą w podłodze z miejscami na postawienie stóp po bokach. Pierwszą myślą, jaka przyszła do głowy Paulinie po pierwszej wizycie w takiej toalecie było pytanie: ‚Jak ja się tu wy***m?’
  • papierosy – Turcy palą na potęgę. Oczywiście zdarzają się osobnicy wolni od nałogu, jednak nasze płuca dostały konkretnie po tyłku.
  • śmieci – Urok Turcji psują walające się wszędzie odpady. Na porządku dziennym jest wyrzucanie butelek, puszek i innych opakowań przez okno jadącego samochodu, upuszczanie śmieci bezpośrednio na ziemię, a nawet wyrzucanie worków z odpadami przez okna bloków.
  • słodycze i desery – Najlepsze, jakie jedliśmy w życiu, a wśród nich: lokum (Turkish delight), baklava, helva, czyli chałwa (nie tylko sezamowa) i künefe, podczas jedzenia którego Artur wydawał różne dzwięki wyrażające zadowolenie i uśmiechał się jak głupi do sera. Dosłownie, gdyż jednym ze składników tego deseru jest właśnie ser.
  • islam – Turcy nie tylko mówią, że są muzułmanami. Oni rzeczywiście nimi SĄ. I nawet, jeśli nie modlą się pięć razy dziennie, nie przestrzegają hedżabu lub innych przykazań religijnych, to ich życie podporządkowane jest zasadzie: ‚Czyń dobro!’. Oczywiście w każdym stadzie zdarzają się czarne owce, ale w żadnym innym kraju nie doświadczyliśmy takiego poczucia bezpieczeństwa i takiej gościnności.
  • H2O – Wody ci tutaj dostatek. Co kawałek znajdują się przy ulicach źródełka, z których można zaczerpnąć świeżej wody. W kryzysyowej sytuacji można poratować się umywalnią przy meczecie. W domach zaś bardzo popularne jest posiadanie ogromniastej, dziesięciolitrowej butli wody pitnej ze specjalną, nakręcaną na gwint pompką.
  • gumowe lody – Turcy do tzw. lodów gałkowych dodają coś, co powoduje, że posiadają one właściwość ‚ciągnięcia się’.
  • döner kebab – Po powrocie do kraju mamy zamiar przeprowadzić specjalną akcję mającą na celu przeszkolenie polskich gastronomów w zakresie przyrządzania i serwowania kebabu.
  • mężczyźni – Turcy są bardzo uczuciowi, więc nikogo nie powinnien dziwić widok dwóch lub większej ilości mężczyzn idących pod ramię lub z ręką ulokowaną na ramieniu kolegi, a także całującymi się w poliki na powitanie i pożegnanie.
  • buty – Zazwyczaj zostawia je się przed wejściem do domu lub mieszkania. W związku z tym bywa (szczególnie w przypadku wielodzietnych rodzin), że klatka schodowa pełna jest nie zawsze pachnącego fiołkami obuwia.
  • kolejki w bankach – Można by pomyśleć, że w dobie internetu banki powinny świecić pustkami. W Turcji nie świecą, a wręcz przeciwnie. Łatwo stracić pół dnia siedząc na plastikowym krzesełku z numerkiem w ręce i wzrokiem wlepionym w cyfrowy wyświetlacz, w myślach błagając jakąś siłę wyższą, aby stało się niemożliwe – by kolejną liczbą po 3362, 3363 itd. było 3393.
  • guma do żucia – Turkom udało się rozwiązać problem utraty smaku przez gumę w miarę jej żucia. Po prostu nie ma ona go od samego początku.