Obrazek nagłówka - Paulina i Artur

Artur Włodarczyk

Multikulturowy tygiel w Jerozolimie

Multikulturowy tygiel w Jerozolimie

Dzień 3. Jerozolima

Robbie oferuje, że nas podwiezie na dworzec autobusowy, z ulgą dla nóg przyjmujemy jego ofertę i już po chwili jedziemy autobusem do Jerozolimy. Okazuje się, że za nami siedzi koleś z karabinem maszynowym – nie jest to niecodzienny widok w Izraelu. Po godzinie jazdy krajobraz kulturowy się zmienia i coraz częściej pojawiają się chasydzi w czarnych ubraniach i kobiety w długich spódnicach.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

W stolicy Izraela

W stolicy Izraela

Dzień 2. Tel Aviv

Budzimy się względnie rano po nocy spędzonej na typowych CouchSurfingowych kanapach. Robbie wyszedł wcześniej, gdyż w ramach wolontariatu uczy dzisiaj matematyki. Po śniadaniu wreszcie idziemy na miasto. Ubieramy się dość ciepło, ale słońce przygrzewa i już po chwili zostajemy w krótkim rękawie. Ze zdziwieniem obserwujemy, że niektórzy chodzą w zimowych kurtkach i kozakach. Wszakże jest ze 20 stopni! Kierujemy się w stronę morza co rusz mijając wielkie biurowce spowite w parnej mgiełce.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Przylot do Izraela

Przylot do Izraela

Dzień 1. Tel Aviv

Lot rozpoczął się z opóźnieniem, gdyż czekaliśmy na wszystkich pasażerów. Kapitan-zgrywus, witając spóźnialskich przez głośnik, wyraził nadzieję, iż zakupy się udały, czym wzbudził salwę śmiechu. Nie licząc tego, że woda z butelki wylała mi się mocząc niektóre rzeczy, odbyło się bez incydentów. No i jeszcze przed lądowaniem stewardessa uznała, że jeden pasażer jest zbyt agresywny/nietrzeźwy, aby siedzieć przy drzwiach ewakuacyjnych.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Park Narodowy Repovesi – dzień drugi (ostatni)

Park Narodowy Repovesi – dzień drugi (ostatni)

Wczoraj zasnęliśmy dość wcześnie, więc również wcześnie się budzimy. Rozpinamy suwak od namiotu i ukazuje nam się jezioro wraz z pomostem. W nocy trochę padało, poranek nieznacznie bije chłodem, a niebo spowijają szare chmury. Szczęśliwie się wypogadza, więc suszymy naszą pałatkę, jedząc śniadanie i popijając kawą. Jeszcze trochę napawamy się naturą korzystając z tego, iż mamy czas. Napełniamy butelkę żelazną wodą, chwytamy nasze śmieci z drzewa i wyruszamy w dalszą wędrówkę. W całym parku nie ma koszów na śmieci, więc odpadki trzeba taszczyć ze sobą. Zasada obowiązująca we wszystkich parkach narodowych w Finlandii jest bardzo prosta – weź wszystko, co przyniosłeś ze sobą i nie zostaw śladu po swojej wizycie. To i duża świadomość ekologiczna wśród ludzi sprawiają, że w wielu miejscach natura pozostaje nieskażona.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Park Narodowy Repovesi

Park Narodowy Repovesi

Od początku przyjazdu do Finlandii nastawialiśmy się na zwiedzenie jednego z tutejszych parków narodowych. Chcieliśmy wędrować, spać w namiocie, zbierać jagody oraz chłonąć naturę wszystkimi zmysłami. No i zobaczyć dlaczego Finowie lubują się w tym rodzaju aktywności. Wybór pada na Park Narodowy Repovesi, znajdujący się jakieś 200 kilometrów od Helsinek. Najpierw dojeżdżamy do Kouvoli popularnym Onnibusem czyli Szczęśliwym Busem, a przez nas nazwanym Fińskim Busem. Zbieżność nazw z Polskim Busem nie jest przypadkowa. Wysiadamy, na zegarku już prawie północ, a my kierujemy się na południe poszukać jakiegoś miejsca na namiot. Rozbijamy się w ni to lasku, ni to krzakach pomiędzy główną drogą a placem marketu budowlanego. Everyman’s law bardzo ułatwia życie w takich sytuacjach. Nazajutrz, po dość ciepłej nocy i śniadaniu zjedzonym w biegu, łapiemy autobus pod bramy parku.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Ponton i piwo przepisem na dobrą zabawę

Ponton i piwo przepisem na dobrą zabawę

Doprawdy Finowie umieją się bawić i wymyślają coraz to nowsze, a do tego dziwniejsze, sposoby na zabawę. Odzwierciedleniem tego jest cała masa niezwykłych festiwali. I tak w Oulu pod koniec sierpnia odbywa się Air Guitar World Championship. Przez dwa dni śmiałkowie grają „w powietrzu” na wyimaginowanej gitarze brzdękając w struny czegoś, czego na scenie nie ma. Uwaga, dozwolony jest tylko ten jeden właściwy instrument, czyli walenie w klawisze czegoś, co w rzeczywistości nie istnieje czy dęcie w powietrze ile fabryka dała nie wchodzi w grę. Gdzieś indziej ma miejsce turniej rzutu komórką na odległość. Prym wiedzie Nokia i jest to zrozumiałe, gdyż kiedyś w tej firmie pracował jeden procent całego społeczeństwa. W innym miejscu odbywa się morderczy bieg terenowy, który trzeba pokonać z żoną na plecach, a zwycięzca dostaje piwo o wadze żony. W lecie gdzieś na dalekiej północy ludzie oglądają filmy przez całe 24 godziny dnia. No a czasem wystarczy tylko ponton i piwo.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Po tygodniu w Finlandii

Po tygodniu w Finlandii

Niedawno minął tydzień od czasu, kiedy wylądowaliśmy w Finlandii. Zdążyliśmy już się zadomowić, nieco pozwiedzać, poznać królika, który mieszka pod naszym blokiem, a teraz możemy oddać się pisaniu.

Pierwszym szokiem dla nas okazał się fakt, iż w nocy wcale nie jest ciemno. Nasze organizmy całkowicie zbzikowały, nie będąc przyzwyczajone do tego, iż słońce zachodzi około 23.30, a o północy za oknem panuje względna jasność. Po kilku dniach przestawiliśmy się na tryb sowa-puchacz, tj. chodzimy spać po północy, a wstajemy później niż zwykle.

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.