Do Belgii na frytki i piwo

Do Belgii na frytki i piwo

Frytki

Jeśli myślicie, że frytki z McDonaldsa to najlepsze, co może powstać z ziemniaka, to mylicie się i to grubo. Belgijskie frytki to zupełnie inna liga. Smażone dwukrotnie w dwóch różnych temperaturach, aby na zewnątrz były chrupkie, a w wewnątrz miękkie. Do tego radośnie pluszczące się w oleju pochodzenia zwierzęcego. Tyle teorii. Ale jak je zdobyć? Sprzedawane są w przyczepach, budkach albo lokalach z fast foodem. W  tych ostatnich można zamówić też inne żarcie na szybko. Mieliśmy okazję jeść w jednym z takich lokali. Procedura wygląda następująco: pochodzimy do lady chłodniczej, wybieramy sobie mięso mielone czy szaszłyk, sprzedający wrzuca je do oleju, a my dostajemy urządzenie w kształcie dysku, które zapika, gdy posiłek będzie gotowy. Na frytki nie trzeba tyle czekać, gdyż zawsze jakaś ilość się smaży. Niestety w porze lunchowej trzeba się nastać, gdyż większość młodych ludzi preferuje ten tani i sycący posiłek. W Brukseli czekaliśmy pokornie w kolejce pół godziny. Co więcej, gdy skończyliśmy jeść, długość kolejki podwoiła się. Legenda głosi, iż angielska nazwa „French fries” wzięła się z tego, iż w czasie wojny Belgowie robili frytki w okopach i na pytanie brytyjskich żołnierzy „co wy tam robicie?”, odpowiedzieli „trench fries”. Brytyjczycy zrozumieli po swojemu i nazwa poszła w świat. Zatem w Belgii zamawia się fries albo po prostu frites.

Frytki

Tylko czekają, aby je schrupać

Piwo

Jeżeli na placu znajduje się budka z frytkami, a wokół są puby, to specjalny znak poinformuje was, że można tutaj wejść z jedzeniem i zamówić piwo. A jest co próbować. Gdyby spytać miłośnika piwa, gdzie chciałby spędzić swoją piwną podróż poślubną, z pewnością odpowiedziałby, że w Belgii. Trunek ten warzony był przez zmyślych mnichów już w średniowieczu, a w pięciu klasztorach wesoła produkcja trwa do dziś. Każda marka posiada swoją własną unikalną szklankę. I tak, pokal do wybornego piwa Kwak ma kulisty kształt w dolnej części, który uniemożliwia położenie go na stole. W związku z tym podawany jest wraz z drewnianym uchwytem. Forma ta ma uzasadnienie historyczne, albowiem często klientami pubów byli dorożkarze, którzy, śpiesząc się, łapali piwo w rękę i umieszczali w uchwycie dorożki. Jak sami widzicie, szkło to idealna pamiątka. Zatem nie dziwota, iż pewną niechlubną tradycją stało się to, iż turyści muszą podwędzić przynajmniej jedno. W obronie swojej własności, właściciele lokali pobierają kaucje w postaci kilku euroszekli, a gdzieniegdzie, aby się napić trzeba najpierw zastawić swojego buta. Warto jeszcze opisać Gueuze – czyli piwo fermentacji spontanicznej w najlepszym wykonaniu. Już śpieszę z wyjaśnieniami. Zwykle produkcja piwa to bardzo sterylny proces, brzeczka wędruje z kadzi warzelnej do fermentora w zamkniętym obiegu. Potem następuje zaszczepianie specjalnie wyselekcjonowanymi drożdżami, aby sfermentować w kontrolowanym środowisku i utworzyć powtarzalny smak. Jak sami widzicie: poziom higieny ociera się tu o doktorat. Jeśli wyobrazimy sobie studenta pierwszego roku na tej uczelni to otrzymamy obraz piwa fermentacji spontanicznej. Młode piwo wylewane jest na otwarte kadzie znajdujące się poddaszu browaru. Po czym następuje atak dzikich drożdży i fermentacja. Nigdy tak do końca nie wiadomo co z tego wyjdzie. No ale, czy to dobrze smakuje? Zdania są podzielone: niektórzy nie mogą znieść takiego napoju twierdząc, że trąci wymiocinami, a niektórzy są wniebowzięci skomplikowanymi wrażeniami łechtającymi podniebienie. Mi smakowało.

Nietuzinkowa szklanka do piwa Kwak

Pis

Znajdujemy się w wąskiej uliczce niedaleko Grote Markt. W głębi kłębi się tłumek ludzi próbujący robić fotki. Podchodzimy bliżej i widzimy, że za kratami znajduje się posążek sikającej dziewczynki. To Jeanneke Pis. Symbolem Brukseli jest Manneken Pis – fontanna przedstawiająca chłopczyka trzymającego siusiaka w ręce. Jak można się domyślić woda wydostaje się z małej fujarki. Legenda głosi, iż podczas oblężenia miasta, maluch ugasił lont tym, co miał pod ręku, ratując mieszkańców od zguby. Statua chłopca ma tylko 61 centymetrów wzrostu i poza tym, że bezustannie oddaje mocz, cechuje się tym, że lokalne władze ubierają ją w kostiumy przy różnych okazjach. Przykładowo: na czas mundialu w strój reprezentacji Brazylii, na rocznicę stanu wojennego w strój małego stoczniowca, czy też w strój Świętego Mikołaja na Gwiazdkę. Wygląda to uroczo. Wszystkie małe, śliczne, rozkoszne wdzianka można podziwiać w Miejskim Muzeum. Wspomniana Jeanneke Pis to siostra Manneken Pis. Figurka została postawiona, aby przyciągnąć więcej turystów do tej małej uliczki. Teraz nie ma takiej potrzeby, gdyż ludzie są wabieni w tę okolicę przez kilka pubów z logo różowego słonia. Jeden z nich serwuje ponad 2000 piw i dzięki temu prostemu faktowi widnieje w Księdze Rekordów Guinnessa.

Sikający chłopczyk, dzisiaj bez ubranka

Dodaj komentarz