Śnieżna pustynia

Śnieżna pustynia

Wstajemy dość wcześnie – na termometrze -12 stopni. Jemy śniadanie, zapijamy fińską kawą i Eljas zawozi nas do wioski Mikołaja. Żegnamy się i po chwili czekania na mrozie ładujemy się do małego autobusu. Podróż mija nam na podziwianiu krajobrazu. W końcu wysiadamy w Luosto, gdzie odbiera nas Ben.

Luosto to mała mieścinka z jednym sklepem, kilkoma hotelami, mnóstwem domków do wynajęcia i nieciekawym stokiem narciarskim. A przez to, że jest przysypana śniegiem, to wydaje się jeszcze bardziej zaciszna. Ben w sezonie pracuje jako złota rączka i przewodnik dla brytyjskiej firmy organizującej zimowe safari. Zaś każdego lata wybywa gdzieś w świat. Zaprowadza nas do miejsca, gdzie mieszka wraz ze współpracownikami. Jest to tradycyjny dom, zbudowany z bali z bardzo starych drzew. Od progu unosi się zapach drewna i czujemy przyjemne ciepło. Zostajemy oprowadzeni, jest tutaj sauna, suszarnia do ciuchów, kuchnia z trzema kuchenkami i przestronny wspólny pokój dzienny. Pijąc kawę wspominam, że chciałbym pojeździć skuterem śnieżnym. Ben stwierdza, że z powodu problemów z ubezpieczeniem nie wynajmują tych pojazdów, ale może nas zabrać wieczorem na przejażdżkę. Czad! Robimy szybki obiad, pożyczamy rakiety śnieżne i idziemy w las.

image

image

image

Dzisiaj świeci słońce, więc to idealny dzień na wędrówkę. Znajdujemy ścieżkę, dopasowujemy rakiety, co trochę trwa i podążamy trasą. Idzie się bardzo komfortowo, gdyż się nie zapadamy. Pod górę jest trochę ciężej, gdyż nie mamy kijków, ale dajemy radę. Zewsząd otaczają nas drzewa oblepione białym puchem. Niektóre, wygięte, tworzą śnieżny łuk, ale znakomita większość stoi dumnie wyprostowana. W miarę jak wchodzimy wyżej po wzniesieniu, drzewa występują coraz rzadziej i krajobraz robi się coraz bardziej przejrzysty. Wieje też mocniej, dlatego każdy przystanek nas wychładza. Idziemy dalej grzbietem, a pejzaż przypomina nam zimową wersję Kapadocji i zarazem białą pustynię. W dole widać pobliskie ośnieżone drzewa. Wiatr daje dużo od siebie, więc się nie zatrzymujemy. Mijamy wyciąg narciarski i dochodzimy do stacji pogodowej. Słońce zbliża się coraz bardziej do horyzontu, góra rzuca już cień na całe Luosto, a powiewy są coraz mocniejsze i zimniejsze. Gdzieś tu powinna być ścieżka na dół, ale ewidentnie nie jest widoczna. Tylko zgadujemy, iż oblepiony śniegiem prostokąt to znak, a białe maczugi po drodze wyznaczają szlak. Faktycznie, po obiciu śniegu rękawicami, ukazuje się kolorowy słupek. Schodzimy ostrożnie na dół, gdyż jest bardzo stromo. Nasze rakiety zostawiają ślad w kształcie litery s. W pewnym momencie plastik w jednej z nich pęka i zauważamy, że pozostałe też są na wykończeniu. Zostało nam bardzo niewiele, aby być na dole, więc przebywamy pozostały dystans brodząc w śniegu po uda i zjeżdżając na tyłku. Dochodzimy do ścieżki i idziemy bez rakiet, co jakiś czas się zapadając. Kiedy wycieńczeni dochodzimy do domu, wrzucamy ciuchy do suszarni i padamy na łóżko. Z marazmu wybudza nas sms od Eljasa, który mówi, iż w Rovaniemi widziana jest właśnie teraz zorza polarna. Szybko wychodzimy na dwór w wilgotnych ciuchach i widzimy przesuwające się paski na niebie. Niemniej jednak są bardzo blade, prawie niewidoczne. Dosuszamy ciuchy, idziemy na spacer, ale kończymy, gdy niebo spowijają chmury. Zorzy dziś więcej nie będzie. Jemy pyszną kolację z naleśników szpinakowych przyrządzoną przez Bena. Cała nasza trójka jest wykończona, więc wycieczkę na skuterach przesuwamy na dzień jutrzejszy.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Z zawodu programista, z zamiłowania birofil i piwowar domowy, rocznik ’84. O piłce nożnej wie wszystko i wszędzie. Fan Realu Madryt, obudzony w środku nocy potrafi wymienić zawodników „Królewskich” według wzrostu lub rozmiaru buta. Trudno w to uwierzyć, ale jest miłośnikiem filmów z Adamem Sandlerem. Uwielbia jajka (kurze) w każdej postaci, nie może obejść się bez wygodnych spodni i opaski na oczy do spania. Chwile przed zaśnięciem spędza z książką w ręku, zdarza mu się również czytać w kąpieli. Dowcipas, wygłupas, wiecznie młody duchem optymista. Typ poleceniowca, człowiek „last minute” – co ma zrobić późno, zrobi jeszcze później. Obdarowany niespotykanym talentem do gniecenia, plamienia i darcia ubrań. W opinii Pauliny mężczyzna prawie idealny. Podróże są dla niego solą życia, eksplorowanie nieznanego przyprawia go o gęsią skórkę, a o wyprawie dookoła świata marzył zanim jeszcze się urodził.

Dodaj komentarz