Dziennik – 18 października 2012

Budzimy się wyspani. Spaliśmy na podłodze, ale pod nami był miękki dywan oraz puszysta kołdra. Okazuje się, że spanie na takim posłaniu jest typowe w Iranie. Wznosimy skromny toast za 11 lat bycia razem i po małym krzątaniu jedziemy autobusem na miasto. Chcemy zjeść śniadanie, więc szukamy knajpki polecanej przez LP. Nie możemy jej znaleźć, więc wchodzimy do innej, w której przy kuchni krząta się starszy pan. W środku znajduje się pełno mężczyzn i okazuje się, że serwują tylko abguszt. Farid określił to danie jako „zupa, ale nie zupa”. To samo danie jadł Mahmoud – kierowca TIR-a, który podwiózł nas do granicy. Abguszt podawany jest w glinianym kociołku wielkości średniego słoika. W kociołku znajduje się zupa wraz z ciecierzycą, kawałkami ziemniaka, mięsa, cebuli i jakiejś zieleniny. Najpierw do miski wylewa się zupę, zostawiając w kociołku część stałą. Do zupy dodaje się mnóstwo małych kawałków lawasza – płaskiego chlebka. Kiedy zupa wsiąknie w pieczywo, potrawę można zjeść. Co do części stałej, to rozbija się ją tłuczkiem na jednolitą masę i je wraz z chlebem. Zamawiamy jeden abguszt na spółkę i po zjedzeniu go jesteśmy pełni. Idziemy zobaczyć miasto, zwiedzamy meczet oraz bazar. Wczoraj widzieliśmy jeszcze jedną ogromną świątynię, więc kierujemy się w jej stronę. Oczywiście kobiety wchodzą innym wejściem niż mężczyzni i modlą się w innym niż oni pomieszczeniu. W środku znajduje się mnóstwo ludzi. W miejscu, gdzie części przeznaczone dla obu płci łączą się, znajduje się grób potomka jednego z imamów. Jest to pomieszczenie-skrzynka, z której promieniuje zielone światło. W środku znajduje się nagrobek oraz mnóstwo porozrzucanych pieniędzy. Jakiś mężczyzna oparty o grób płacze, inny śpi obok, a jeszcze inni modlą się i całują drzwi komnaty. Idziemy jeszcze raz na bazar i kupujemy winogrona oraz zielone mandarynki. Kiedy je myjemy dzwoni Hamid, żebyśmy przyjechali do domu na obiad. Pakujemy się w autobus i z niewielkimi problemami docieramy do celu. Jemy posiłek i jedziemy na miasto zobaczyć muzea. Żona Hamida – Zohre – ma darmowe wejściówki do każdego muzeum i z tej racji nie musimy wydawać pieniędzy, żeby zobaczyć, co kryją w sobie tajemniczo wyglądające budynki. Oglądamy wystawy ceramiki, dywanów, ale najbardziej spektakularna jest mumia chłopca. Szesnastolatek pracujący w kopalnii soli został przygnieciony przez głaz i zginął. Sól doskonale zakonserwowała ciało na ponad 2000 lat. Po muzealnej ekskapadzie jedziemy w miejsce, gdzie można podziwiać miasto Zanjan z góry. Jest trochę zimno i wieje, więc robimy tylko fotki i spadamy do domu. Wybieramy zdjęcia do bloga, a potem gram z Hamidem w PS. Bilans gier to zwycięstwo, remis i dwie porażki. Po takiej rozrywce jemy kolację, rozmawiamy przy herbacie i idziemy spać.

Dodaj komentarz